Niewidoczny wróg Cartwright Fredrick F., Biddis Michael Frederick F. Cartwright
Michael Biddis

Niewidoczny wróg - zarazy i historia


Tytuł oryginału: Disease and history
Rok wydania: 2005
Wydawnictwo: Wołoszański
Liczba stron: 292
Okładka: twarda
ISBN: 83-89344-08-4



O książce
Książka Cartwrighta i Biddisa jest książką popularno-naukową, z naciskiem na ten pierwszy człon, ponieważ nie wymaga od czytelnika ani szczególnie głębokiej wiedzy historycznej czy medycznej, ani zbyt wielkiego wysiłku, by pojąć jej treści. Wręcz przeciwnie, operuje bardzo uproszczoną i zrozumiałą terminologią, a czyta się jak powieść - choć poruszane przez nią zagadnienia są ściśle naukowe i bynajmniej nie proste.

Ta niewielka objętościowo praca należy do książek, które zapadają w pamięć na długo, ponieważ w sposób nagły rozszerza nasze zrozumienie tego, w jaki sposób rzeczy i zdarzenia zazębiają się ze sobą i wpływają na siebie wzajemnie. Prosta zależność przyczyn i skutków, łańcuch powiązanych ze sobą wynikowo zdarzeń, jest wbrew pozorom jedną z najtrudniejszych do opanowania kwestii dla naszego umysłu (jeszcze trudniejsze jest chyba tylko czytanie ze zrozumieniem tekstu - stąd tak wielka liczba ludzi zagubionych, krążących bezskutecznie po korytarzach licznych instytucji i dopytujących się rozpaczliwie o kwestie opisane dokładnie w wywieszonych tam informacjach).

Im umysł człowieka jest młodszy, im mniejsza ilość informacji i doświadczeń, z jakimi miał do czynienia, tym bardziej ułomne rozumienie wzajemnej relacji przyczyna - skutek; stąd szokująca często nieodpowiedzialność nastolatków i dość przerażające w niektórych aspektach okrucieństwo dzieci. Ale taka ułomność pozostaje też udziałem znacznej liczby ludzi dorosłych i to w kwestiach stanowiących przedmiot ich pracy. Historia nie jest tu żadnym wyjątkiem. Monopol prostych związków wynikowych, typu „zły król - zły rząd” i koncentrowania się na działaniach jednostek przełamał dopiero Marks, jakkolwiek jego zwyczaj operowania ludźmi w masie pozostawał w realnym konflikcie z rzeczywistością (no bo jeśli przyczyną i skutkiem wszystkiego są masy społeczne, to skąd się wziął fenomen Napoleona Bonaparte? Na swój sposób rozwinął tę teorię Isaac Asimov w cyklu „Fundacja”; stworzył tam doskonale przewidywalny - w kategoriach rozwoju społecznego - i zaplanowany świat, który zniszczony zostaje przez fenomen jednostki), a potem francuska szkoła historyczna Annales, celująca w długich i przeraźliwie nudnych, choć obrazoburczych studiach, z których wynikało w sposób jednoznaczny, że przyczyny określonych zjawisk historycznych są niejako od człowieka zewnętrzne i tkwią w sytuacji gospodarczej, ukształtowaniu powierzchni, uprawianych roślinach itp. Przykładem takiej teorii może być „rewolucja roślin motylkowych”. W jej myśl, mniej więcej na wiek przed ruchem krucjatowym ludność Europy Zachodniej zaczęła uprawiać fasolę, która, jak wiadomo, po pierwsze wzbogaca glebę w azot, czyli ją użyźnia, a po drugie zawiera duże ilości białka, a zatem stanowi wartościowy pokarm alternatywny dla mięsa. Wraz z rozpowszechnianiem się tej uprawy polepszała się więc dieta ludności, czego owocem była lepsza kondycja fizyczna, a w jej następstwie mniejsza umieralność niemowląt. Po pewnym czasie doprowadziło to do przeludnienia - ziemi uprawnej nie przybywało, natomiast ludzi owszem, i to w sposób niepokojący. W tym aspekcie ruch krucjatowy wydaje się naturalną konsekwencją przeludnienia - niechciana, nadmiarowa ludność została po prostu wypchnięta z Europy w formie armii inwazyjnej. I tyle jeśli chodzi o romantyzm świętej wojny i bohaterskich czynów.

Cartwright i Biddis zwracają w swej książce uwagę na inny aspekt tego zagadnienia, rzadko doceniany w historii. Otóż gdyby nie ruch krucjatowy, sprawą przeludnienia, prędzej czy później, zajęłyby się zarazy. Dlaczego? Ponieważ przeludnienie prowadzi do ograniczenia dostępnych zapasów żywności i gorszej diety, ta z kolei obniża odporność organizmu, a stąd już tylko krok do infekcji, która na gęsto zaludnionych terenach rozwijać się będzie lawinowo. W ten sposób cykle głód-zaraza stają się naturalnymi bezpiecznikami demografii, a co za tym idzie korektorami kierunków rozwoju ludzkości. W tym sensie najciekawszym rozdziałem książki jest ten poświęcony Czarnej Śmierci - nie opisuje on przebiegu zarazy, a jedynie konsekwencje, jakie miała ona dla struktury społecznej Anglii i dalszego losu tego państwa. Choć niektóre stawiane tam tezy wydają się kontrowersyjne (jak choćby datowanie grodzeń i rozwoju hodowli owiec), niemniej cały dowód niesie ze sobą wyjątkową siłę przekonywania.

Książka, napisana przez historyka i lekarza-historyka medycyny, ma w konsekwencji rozdziały bardzo udane oraz trywialne. Tych drugich jest na szczęście znacznie mniej, poza tym trzeba im przyznać, że dla laika mogą być ciekawe i ogólnie dobrze się je czyta. Zaliczyłabym do nich ten poświęcony Napoleonowi i ostatnim Romanowom - autorzy niewiele tak naprawdę mają tu do powiedzenia, a ograniczona przestrzeń wykładu wyklucza zachowanie historycznej perspektywy. Są to rozdziały typowo komercyjne, podobnie jak fragment poświęcony Hitlerowi i nieco łzawa opowieść o Keatsie. Myślę, że książka mogłaby się bez nich bez większej szkody obyć - jest to klasyczny przykład wpływu marketingu na pracę naukową.

Na szczęście większą część książki zajmują rozdziały świetne i arcyciekawe, choć nie tak komercyjne i proste w odbiorze. Począwszy od bardzo interesującej teorii na temat upadku Rzymu, przez wspomnianą już Czarną Śmierć i doskonałą opowieść o szerzeniu się syfilisu, dochodzimy do rozdziałów poświęconych walce człowieka z chorobą i własnymi uprzedzeniami. Fascynujący jest rozdział o ospie i odrze - dwóch niezwykle groźnych chorobach, w znacznym stopniu pokonanych przez ludzi. Interesujący ten o cholerze, przedstawiający jak bardzo zmienia się świadomość ludzka i ludzkie reakcje na zarazy. Natomiast dla mnie osobiście najciekawszy był ten o podboju Afryki i chorobach tropikalnych. Z kolei informacje na temat pochodzenia grypy, AIDS i SARS prowokują do zgłębienia tych zagadnień na własną rękę, ponadto w książce pojawia się arcyciekawe zagadnienie „mody na chorobę” - okazuje się, że nawet coś takiego, jak śmiertelna infekcja może stanowić przedmiot pożądania!

Przełożenie tej książki było dla mnie czystą i niczym nie skażoną przyjemnością (wyjąwszy może Romanowów; ten fragment książki mnie zirytował, ale akurat w tym zagadnieniu czuję się specjalistą) i pretekstem do nauczenia się masy nowych rzeczy (na przykład tego, jak klasyfikuje się dury). Wszyscy, których niegdyś zafascynowało „Stulecie chirurgów” Jurgena Thorwalda oraz ci nieliczni, którym podobała się „Ekologia i ewolucja pasożytnictwa” Claude'a Combesa (rzecz niesamowita i doskonale napisana, choć nie należy jej czytać przy jedzeniu, a miłośnicy marynowanych małży mogą po niej doświadczyć zasadniczej odmiany gustów), odnajdą w niej tę samą pasję i ciekawość badawczą, tę samą potrzebę walki o zrozumienie „dlaczego” oraz budowania niezwykle interesujących choć ryzykownych teorii. Wszyscy inni udadzą się w niesamowitą podróż w nieznane, pełną niebezpieczeństw i zaskakujących zwrotów akcji.

Serdecznie polecam. Jestem z tej książki dumna.




P.S. Wszystkich zainteresowanych szkołą Annales odsyłam do jej fundamentalnego dzieła: „Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II” Fernanda Braudela, które ukazało się właśnie w dwóch tomach (łącznie prawie 1400 stron) nakładem Książki i Wiedzy.