Sztuka dla sztuki Fforde Katie
Katie Fforde

Sztuka dla sztuki


Tytuł oryginału: Artistic licence
Rok wydania: 2005
Wydawnictwo: Muza SA
Ilość stron: 328
Okładka: miękka
ISBN: 83-7319-618-8



O książce
Jest to bezpretensjonalna, bezproblemowa i bardzo miła opowieść o kobiecie po trzydziestce, która usiłuje sobie ułożyć życie po przeżytym zawodzie miłosnym, reprezentuje sobą jednak typ heroiczny (ja sama dam sobie radę i wszystko załatwię), zamiast sierotki Marysi (Boże, jaki pan zdolny! A ja taka mala...), stąd nie najlepiej wychodzą jej relacje z mężczyznami. Jak wszystkie typy heroiczne, wykorzystywana jest bezwstydnie przez upiorną przyjaciółkę, jej upierdliwą i jeszcze bardziej upiorną siostrzenicę oraz niedoszłego kochanka, który podrzuca jej podstępnie na przechowanie nie tylko swego psa wielkości słonia, ale również sześć ruchliwych szczeniąt, natomiast mężczyzna, na którym jej rzeczywiście zależy, traktuje ją z wyraźną podejrzliwością. Na szczęście Thea, pozbawiona prawie zupełnie podstawowej wiedzy na temat zasad zdobywania mężczyzn, nie odczuwa wad swojej sytuacji, dzięki czemu nie popada w depresję, tylko z zapałem angażuje się w projekt dwuznaczny i z góry skazany na niepowodzenie. Opatrzność czuwa jednak nad narwanymi kobietami, dlatego bohaterka, zamiast utonąć w długach, zdobywa najpierw pomoc, a potem serce swego wybranka, który jednak chyba nie do końca jest przekonany, że dobrze robi...

Nie jest to literatura wysokich lotów, ale nie sięga też dna Harlequinów. Łagodny erotyzm przewija się przez tę powieść właściwie cały czas, natomiast seks miłosiernie ograniczony został do dwóch-trzech zdań na przedostatniej stronie. Miła lektura, jeśli nie oczekuje się napięcia, niespodziewanych zwrotów akcji i pikantnych szczegółów, a raczej marzy o chwili świętego spokoju.

Jest to mój prawdziwy debiut - pierwsza książka, jaką przetłumaczyłam zawodowo (wcześniejsze próby przeznaczone były do szuflady) i prawdziwy poligon doświadczalny. Pomimo jej prostoty (a może właśnie ze względu na jej prostotę), nigdy potem nie napracowałam się tak bardzo nad redakcją, i to z równie marnym skutkiem. Ta książka była moją szkołą i prawdziwą drogą przez mękę i zapewne dlatego nadal znam na pamięć obszerne jej fragmenty...