O mnie
Nazywam się Monika Wyrwas-Wiśniewska, mieszkam w Warszawie. Z wykształcenia jestem historykiem - z zawodu tłumaczem z języka angielskiego - a całkiem prywatnie pasjonatem, w starszym, nieco już zapomnianym znaczeniu tego słowa. Czyli oddaję się pasjom, a nie w nie wpadam. Głównie dlatego, że życie bez pasji byłoby jednak strasznie nudne.



Przekłady literackie
Chociaż moje pierwsze próby przekładów literackich przypadają na czasy szkolne (ambitnie przełożyłam wówczas "Brata marnotrawnego" Oscara Wilde'a mordując bezwzględnie cały zawarty w tej sztuce humor, "Ogród bogów" Gerarda Durrella, który wyszedł na tym zdecydowanie lepiej niż Wilde oraz wspomnienia Cynthii Lennon o jej małżeństwie z Beatlesem, zatytułowane "A Twist of Lennon"), na poważnie - czyli zawodowo - zajęłam się nimi stosunkowo niedawno, bo w 2004 roku. Nie wszystko, co zdarzyło mi się przetłumaczyć, przypadło mi do gustu, ale każda z tych książek nauczyła mnie czegoś nowego, zmuszając do poszerzania wiedzy w zaskakujących czasami dziedzinach. Nie wspominając o kwestiach językowych. Paradoksalnie najtrudniejsze są dla mnie książki proste, operujące krótkimi zdaniami i ograniczonym słownictwem, zapewne dlatego, że mój własny styl jest tak bardzo barokowy i zawikłany. Stąd, abstrahując od różnic w poziomie trudności tekstu, lepiej czułam się rozwikłując łamigłówki stylistyczne Edwarda Saida niż usiłując oddać prościutkie dialogi Katie Fforde.

Duża różnorodność tłumaczonych przeze mnie tekstów, choć na pewno nie ułatwia mi pracy, ma również wiele zalet. Przede wszystkim nie pozwala mi popaść w rutynę, ani nudzić się przy pracy. Pozwala natomiast eksperymentować ze stylem przekazu i opowiadać historie. Oczywiście nie moje, tylko autora, niemniej coraz częściej łapię się na tym, że tłumacząc tekst w istocie opowiadam go sobie w myślach.

Rzecz jasna rutyny całkowicie uniknąć się nie da. Pewnego razu, pracując nad wyjątkowo pilnym tekstem zasnęłam przed komputerem, ani na moment nie przestając tłumaczyć. Obudziłam się nagle, bez jakichkolwiek wspomnień o treści ostatnich dwóch akapitów, po czym okazało się, że tekst przetłumaczony na poziomie podświadomości momentami był lepszy niż ten tłumaczony na jawie. Na szczęście był to przypadek jednostkowy i więcej nie udało mi się powtórzyć takiej sztuki. Choć może szkoda. Było naprawdę surrealistycznie.

Mam to wielkie szczęście, że po latach dane mi było wrócić do pasji z młodości i przekonać się, że wcale nią być nie przestała. Oraz zarabiać na życie robiąc coś, co lubię i co nie przestaje mnie fascynować. A jest to w dzisiejszym świecie mimo wszystko rzadkość.

Listę przełożonych przeze mnie książek i krótkie uwagi na ich temat znaleźć można na stronie   Przekłady



Przekłady tekstów technicznych
W ciągu ponad 10 lat pracy w firmach z pogranicza telekomunikacji i informatyki wykonałam około 30 przekładów instrukcji obsługi urządzeń telekomunikacyjnych oraz lokalizacji oprogramowania. Byly wśród nich instrukcje obsługi telefonów, telefaksów, central telefonicznych, urządzeń wielofunkcyjnych oraz programów zapewniających integrację sieci telefonicznej z siecią komputerową. W tej dziedzinie dysponuję dużym doświadczeniem i wiedzą fachową.



Inne
Zdarza mi się, choć nieczęsto, z uwagi na utrzymujący się brak czasu, tłumaczyć teksty koleżeńsko, albo pro bono, jeśli uznam, że idea warta jest zachodu. Są to teksty z różnych dziedzin, choć przeważa wśród nich ekologia i szeroko pojęta biologia. Przykład wykonanej przeze mnie angielskiej lokalizacji strony można zobaczyć tutaj: www.makaranta.pl

W przypadku pytań, proszę o kontakt