Impresje natury ogólnej
Oto rzeczywistość odbita w lustrze (a jest to odbicie pierwszej generacji, ponieważ obraz przefiltrowany został tylko jeden raz, przez moją percepcję).
Zawartość tego działu jest czysto subiektywna i nijak się ma do powszechnie wyrażanych
poglądów, o czym z góry uprzedzam. Nie wyznacza jej żadna „norma”, czyli ani etyka chrześcijańska,
ani moralność społeczna, co nie znaczy, że zawierają się tu treści szokujące czy obelżywe.
Właściwie jest to mój osobisty protest przeciw normom, modzie i głupocie, a jedyną zastosowaną miarą jestem ja sama.


Impresje filmowe
Oto odbicie odbicia w lustrze, czyli produkcje filmowe, będące w założeniu obrazem rzeczywistości, oraz
ich wpływ na tęże.
W przeciwieństwie do literatury, gdzie trudno byłoby mi iść w ślady Stanisława Barańczaka i
stworzyć zbiór recenzji „Książek najgorszych”, bez trudu jestem w stanie zaprezentować wybór "Filmów najgorszych", zapewne dlatego, że dużo łatwiej jest obejrzeć zły film, niż przeczytać złą książkę.
Kwestia nakładu sił i środków - bilet do kina nadal jest tańszy niż większość wydawnictw, a nawet najdłuższy film nie trwa dłużej niż trzy godziny, więc strata
czasu nie jest aż taka dotkliwa.
W zasadzie mniej więcej 90% produkowanych obecnie filmów jest, moim zdaniem, zła - w mniejszym lub większym stopniu. Jak sądzę, zawiniła tu norma, narzucana przez mojego
nieustającego kulturalnego faworyta, czyli Stany Zjednoczone, celujące w produkowaniu długich i drogich obrazów o niczym, z fabułą na poziomie Teletubisiów.
Niemniej, nawet w tej szarej, przygnębiającej masie, znaleźć można radosne rodzynki w rodzaju rewelacyjnych „Sprzedawców” Kevina Smitha, lub mojego ulubieńca
w dziedzinie totalnej bzdury, czyli „Granic wytrzymałości”, z których wiele można wyczytać na temat relacji scenarzysty z własną siostrą.
Oto więc dział refleksji niefrasobliwych i równie niepoważnych, jak sztuka, której dotyczą.


Impresje historyczne
Ponieważ historię studiowałam czysto hobbistycznie i nie bezpośrednio po maturze, jest ona dla mnie nie
wykształceniem, zawodem lub ciężką pracą a niewyczerpanym źródłem radości i nieustającą fascynacją. Z jednej strony to dobrze,
ponieważ historia i ja nigdy się właściwie ze sobą nie nudzimy, jednak z drugiej strony, ponieważ nikt nie postawił tamy moim
zainteresowaniom, są one niepokojąco rozproszone. Z całą pewnością nie jestem - i nigdy nie miałam ambicji być -
historykiem własnego kraju, choć ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że tak czasy pierwszych wolnych elekcji, jak i rozbiorów (ale samych rozbiorów, a nie romantyczno-pozytywistycznej
rzeczywistości porozbiorowej, która jest zapewne najlepiej przeze mnie znanym i najmniej lubianym okresem historii Polski) są zupełnie
przez nas niewykorzystane (w literaturze, filmie itp), a zatem pozostają też nieznane (ponieważ tego, czego nie pokazano w kinie albo w telewizji tak naprawdę dla przeciętnego
człowieka nie ma). Moje rozproszone zainteresowania koncentrują się przede wszystkim na czterech okresach: przejściu od średniowiecza do renesansu na terenie Europy Zachodniej (Wojna
Stuletnia, Wojna Dwóch Róż) za co w głównej mierze odpowiada niejaki William Shakespeare i jego Kroniki, rewolucji bolszewickiej (tu winić należy przede wszystkim Richarda Pipesa),
Rzymie wczesnego cesarstwa (oskarżeni Swetoniusz i Tacyt) oraz epoce napoleońskiej (choć tu nieco pobieżnie i raczej w skali mikro, ponieważ to co mnie uwiodło to
pamiętniki z epoki a nie Waldemar Łysiak). Oczywiście wszystkie te zainteresowania mają tendencję do rozłażenia się na coraz większe obszary (tak w czasie, jak w przestrzeni). Koniec
średniowiecza w Anglii i Francji zaczyna coraz mocniej zachodzić na Hiszpanię i odkrycia geograficzne, Rzym złotego wieku ewoluuje w kierunku upadku Cesarstwa Zachodniego, rewolucja bolszewicka
przechodzi niepokojąco w polskie dwudziestolecie międzywojenne, a epoka napoleońska w panowanie Stanisława Augusta. Zwykle mi to nie przeszkadza, niemniej czasami dochodzę do wniosku, że
ciekawość niekoniecznie jest zaletą, szczególnie w okresie, kiedy ilość dostępnych informacji znacznie przewyższa zdolności absorbcyjne ludzkiego umysłu. Cóż, specjaliści są zapewne
szczęśliwsi, ale czy na pewno równie dobrze się bawią?
Poniżej te nieliczne fascynacje, które udało mi się ubrać w słowa.


|

|
|

|
|